Subskrypcja
małżeństwo, miłość, ślub, życie we dwoje, żona, mąż, my, rodzina, podróże, kulinaria

Wenus i Mars

Wenus i Mars to dwa odmienne światy. Jak jest z tą międzyplanetarną komunikacją?

Wenus

Kobieta to „mechanizm” od wszystkiego. Mechanizm, bo napędza trybiki, porusza całym domem, utrzymuje go w porządku i tworzy jego atmosferę. Uważam, że prawdziwa kobieta, jak to było… „żadnej pracy się nie boi”. Przeniosę to trochę do naszych realiów. Otóż kobieta ogarnia dom, co nieraz wcale nie jest łatwe, powinna umieć piec, gotować, sprzątać i co najlepsze wykonywać inne prace domowe. Takie prace, jak przybicie gwoździa, żaróweczka, malowanie, czy też palenie w piecu, zbicie desek, nie są ciężkie, a potrafią dawać niemałą satysfakcję z samodzielnego wykonania, mnie takie rzeczy cieszą. Lubię coś sama zrobić, mam wtedy dokładnie tak, jak chcę. Nie znaczy to, że powinnyśmy wyręczać mężczyzn, w żadnym wypadku nie o to chodzi. Kobieta szyją, mężczyzna głową. Gdyby nie szyja, nie byłoby niczego, prawda? My jesteśmy stworzone do zarządzania, w czasach dzisiejszych można usłyszeć o kobiecie pracującej w domu „managerka domu”. Może takie kobiety czują się lepiej z takim określeniem niż „pani domu”. Chociaż szczerze nie rozumiem tego, to żaden wstyd prowadzić dom.

Kolejny raz musicie mi wybaczyć takie przydługie wtrącenia. W końcu miało być o komunikacji między płciami. Jak działa kobieta? Myśli w ten oto sposób: „Czy on nie mógłby się chociaż raz domyślić, że trzeba poodkurzać, czy on nie widzi, że naczynia w zlewie, chociażby włożył je go zmywarki, to chyba nie problem…itp. itd.” Nic nie mówimy nagłos, a On ma się domyśleć. My byśmy się domyśliły, to oczywiste. Złościmy się, chociaż wiemy, że mężczyzna to specyficzna istota, która musi mieć wszystko odpowiednio zakomunikowane.

Mars

Mężczyzna to dziwne stworzenie… Może to źle brzmi, ale… Czy nieraz nie jest dla Was oczywiste, co należy zrobić, a mężczyźnie trzeba podpowiedzieć, wyjaśnić dużymi literami. Chyba, że macie pewne sprawy z góry ustalone, jak my, o czym możecie poczytać tutaj. W innych rzeczach nie jest już tak łatwo. Są momenty, w których nie chce mi się mówić, że trzeba coś ogarnąć i tu natrafiamy na pewne przeszkody… Mężczyźni nie dostrzegają brudnego blatu w kuchni, brudnego stołu, niby drobnostki, ale w przypływie zmęczenia, czy gorszego dnia pojawia się już problem. Ty rozindyczona, skąd ten syf, czy on nie może posprzątać, on zdziwiony, że przecież czysto jest. Mnie najbardziej irytuje nieodkładanie rzeczy na miejsce. Jejku jak mnie to w gorszych chwilach potrafi wyprowadzić z równowagi. Choćby taki nóż, czy ładowarka, wkładasz rękę miejsce, w którym powinny być, a tu pusto, chodzisz po domu, marnujesz czas na szukanie, wkurzasz się, zależy Ci na czasie, ale cóż. Czy do tego da się przyzwyczaić? Nie mam pojęcia. Teraz za to rozumiem moich rodziców, którzy mnie ciągle prosili „odłóż na miejsce”, jak mantrę  od nich wielokrotnie to słyszałam. Pal licho z takimi błahostkami, ale mój Mąż, ma w zwyczaju szukać wszystkiego, dokumentów, okularów przeciwsłonecznych, co tylko chcecie, a co najgorsze to twierdzi zwykle, że to moja wina, że czegoś nie potrafi znaleźć. Mieliśmy już wiele ciekawych sytuacji, nieraz zabawnych z perspektywy czasu, spowodowanych jego roztargnieniem.

Kilka dni temu Mąż siada ze mną przed telewizorem, o czymś mało istotnym rozmawiamy, a on nagle mówi:

– Killemka, kupiłaś wędlinę, za którą nie przepadam, a teraz jej nie jesz.

– Skąd wniosek, że jej nie jem?

– Bo co otworzę lodówkę leży w tym miejscy, w którym ją położyłem.

– Bo ja odkładam rzeczy na miejsce. (odparłam z niemałą satysfakcją)

Oczywiście ja nie jestem święta, Męża denerwuje ilość moich butów stojących na wierzchu w przedpokoju, pomimo, że mamy w szafie miejsce na te, w których nie chodzimy, tłumacze to zawsze tym, że nie wiem jakie chce ubrać rano i muszę je mieć w zasięgu wzroku.

16 Komentarze
  1. Haha :D Ja też jestem fanką odkładania wszystkiego na miejsce, a mój narzeczony drze się na moje buty i torebkę walające się na środku przedpokoju :P
    Tylko jeśli chodzi o sprzątanie to nie jestem fanką domyślania się – u nas sprząta mój narzeczony i ma być posprzątane.
    Pozdrawiam :)

  2. Rozmowa z mężem najlepsza! ;)
    Wraz z moim Narzeczonym dzielimy się obowiązkami, myślę, że po ślubie będzie tak samo. :)

  3. Historia z wędliną wymiata;D

  4. No cóż, mój kolega kiedyś mi tłumaczył, że mężczyźni są po prostu stworzeni do wyższych celów ;)

  5. Hehehehe… dobre z tą wędliną! :D
    Mój mąż to z kolei ma na odwrót, u niego na biurku wszystko ma swoje miejsce, nic nie może leżeć od tak, czy niepotrzebnie, poloty mają swoje miejsce i wszystko inne też… ile to ja razy słyszałam, że coś gdzieś położyłam, teraz nie wiem gdzie, zamiast od razu odkładać to na swoje miejsce, czy schować albo uporządkować… Ochhh jak on mnie wkurza tymi tekstami… No i na okruchy na blacie jest okropnie cięty :D Ale za to z wielką łatwością wsadza naczynia do zlewu i zadowolony wychodzi z kuchni… też ma swoje dziwactwa, których ja nie znoszę, ale tak to już jest… nie ma ludzi idealnych… świat z takimi chyba byłby nudny :)

  6. … Takie skomplikowane, a takie proste…
    Żeby nie było… czytałem…

  7. Oj to święta prawda, faceci są z marsa, a czasem mam wrażenie, że z jakiejś bardzo odległej galaktyki;), ale bez nich było by nudno i monotonnie;).

  8. to działa w dwie strony, wy kobiety często oczekujecie od nas mężczyzn żebyśmy się domyślali co chcecie abyśmy zrobili, moja kobieta też taka była ale nauczyłem ją, że jak wprost mi nie powie o co jej chodzi to ja się nie domyślę, tak samo nie oczekuję, od swojej kobiety, że się domyśli jak spojrzę na brudne naczynia i spojrzę na nią, że nie mam siły ich umyć i wolę żeby to ona zrobiła, jak tak właśnie myślę to jej o tym mówię używając słów

    • Meski punkt widzenia mile widziany, nie odbieraj tego posta jako akat na Wasza płeć, on głównie miał na celu pokazanie, jak ważna jest komunikacja między damsko-meskim punktem widzenia…

  9. Ja jakoś nigdy nie rozwodziłam się na różnicami. Ale chyba to dobrze że każde z nas jest inne

  10. Nie wiem jakim cudem, ale zżarło mi komentarz.
    No nic, piszę od początku :)
    U nas widok raczej klasyczny. Mój Mąż trzyma się z dala od kuchni, garów i wszelkich innych czynności domowych.
    Owszem zrobi sobie herbatę, ale kanapki to już wyższa szkoła jazdy. Jesteśmy ze sobą już tyle lat, że doskonale wiem, że potrafi je zrobić tylko lenistwo przez Niego przemawia.
    Więc jak żonka kanapek do pracy nie zrobi, to będzie Mężuś głodował.
    Sprzątać nie lubi, ale jak już sto razy usłyszy ode mnie „odkurz”, to weźmie w łapę odkurzacz, ale drugą wsadzi do kieszeni i w ten oto sposób odkurzy tylko sypialnię.
    No, bo powiedziałam „odkurz”, ale nie powiedziałam co!
    „Umyj dziecku rączki, bo ma umazane czekoladą”, umyje ręce, ale buzi już nie!
    „Czemu nie umyłeś buzi?”, odpowiedź: „no bo mówiłaś tylko o rękach!”

    W większości przypadków wydaje mi się, że On się domyśla, tylko Mu się nie chce dlatego też wszystko jest na mojej głowie.
    Noo litanię mogłabym napisać na ten temat, ale już ugryzę się w jęzor :P
    Tak czy siak kochamy tych naszych facetów, bo świat bez nich byłby po prostu nudny :)
    Ściskam! :)

    • Konkluzja wyczerpująca: bo kovha sie nie za kwiatuszti, ciasteczka, ani jie za wady, ale pomimo tych wad i o to wlasnie chodzi

      • „Niedoj­rzała miłość mówi: kocham cię, po­nieważ cię pot­rze­buję. Doj­rzała mówi: pot­rze­buję cię, po­nieważ cię kocham”.
        Tak mi się nasunęło a propos postu.

  11. Dzięki Bogu ja mam faceta który domyśla się szybciej niż ja… I właśnie u nas nie ma żadnych sprzeczek jeśli chodzi o dom, ale za to piec i gotować to ja ani nie lubię ani nie umiem i to znowu dzięki Bogu mój facet to kucharz który uczył się fachu u włoskich szefów kuchni więc problem z głowy;p Oczywiście czasem podejmuję próby bycia „kurą domową” i w ten sposób wczoraj zrobiłam sobie dziurę w palcu na tarle, kiedy chciałam zrobić placki ziemniaczane…

Pozostaw odpowiedź