Subskrypcja
małżeństwo, miłość, ślub, życie we dwoje, żona, mąż, my, rodzina, podróże, kulinaria

Ostatkowo – Walentynkowo

I karnawał już za nami. Czy u Was ten okres to szalone imprezy? U nas początek, jak wiecie był imprezowy, reszta całkiem spokojna. Ostatki, a zarazem Walentynki spędziliśmy w najlepszy z możliwych sposobów.

W sobotni poranek wybraliśmy się pierwszy raz w życiu na narty biegowe. Udaliśmy się do wypożyczalni w Nowym Targu na lotnisku, gdzie przywitała nas przemiła Pani, która ze stoickim spokojem dobrała nam odpowiedni sprzęt oraz poinstruowała nas co i jak. Po króciutkim instruktażu zapięliśmy narty i wyruszyliśmy na trasę. Trasa w tym dniu była doskonale przygotowana, idealne tory jazdy wyznaczone przez ratrak. Narty same jechały. Na nowotarskim lotnisku jest sporo śniegu, więc przygotowano tam piękną i długą trasę dla narciarzy biegowych (amatorów), liczy ona ok. 15km. Bardzo urocze, malownicze miejsce z widokiem na Tatry. Na trasie radziliśmy sobie całkiem dobrze, jak na pierwszy raz. Przejechaliśmy ok 4-5 km, tak, tak…niewiele, ale jak na nowicjuszy całkiem sporo. Świetnie się bawiłam, jechałam cały czas z takim „bananem” na twarzy, ze każdy napotkany narciarz ( a jest ich tam całkiem sporo), od razu odwzajemniał uśmiech i rzucał jakieś dobre słowo. Normalnie nie wiedziałam, że tak mi się spodoba ten sport. Narty zjazdowe nie dają mi tyle frajdy, co biegowe. Powiem Wam w tajemnicy, że byłam już w tygodniu drugi raz na tych nartach, fantastyczna sprawa, jak ktoś z Was jeszcze nie próbował, szczerze zachęcam. Poniżej wstawiam kilka zdjęć z pamiętnego starcia z nartami biegowymi.

 narty1_1

narty6 narty7

narty1_2

Z nart wróciliśmy szczęśliwi, zmęczeni z obolałymi mięśniami nóg. Odchorowałam ten wypad w niedziele wieczorem zaczynało mnie brać, a w poniedziałek przeleżałam w łóżku, zupełnie bez możliwości ruchu. Moje uda były tak obolałe, że podniesienie nogi sprawiało mi trudności, do tego gorączka i dreszcze. Na szczęście w miarę mi przeszło i po raz kolejny dało się pojeździć.

Wieczorem przygotowałam małe co nie co, czyli jakieś proste przekąski i ciacho, co by i na słodko było. Do przekąsek nie wykorzystałam nic nadzwyczajnego, dlatego tylko pokażę Wam na zdjęciach, nie rozpisując się za nadto.

  tynki2

tynki1

 Oponki i pączki to ostatkowe smakołyki od rodziców, chciało im się smażyć. Ja na deser zrobiłam jeszcze ciasto „Leśny mech”, które prezencje ma bardzo miłą, smak też, jeśli lubicie szpinak. Ja nie jestem fanką szpinaku, ale przyznam, że go tutaj nie czuć specjalnie, więc i dla mnie ciasto zjadliwe. Mojemu Mężowi smakowało, to chyba dobry znak ;) Mam nadzieje, że po obejrzeniu zdjęć, komu ciacho nieznane, zauważycie mech i czerwone poziomeczki.

lm1  lm2

8 Komentarze
  1. Zawsze chciałam wypróbować narty biegowe, ale jakoś nie miałam okazji do tej pory. Ciasto mechowe jest rewelacyjne:).

  2. Narty biegowe – rewelacyjna sprawa. marze o tym od kilku lat, ale nie mam gdzie wypróbować.

  3. o to aktywnie spędziliście czas :) ale zrobiłaś mi smak na to ciasto mmm :)

  4. Te narty to genialny pomysł! ;)

  5. o jezusiuniu! jakie chiacho! genialne ;)

  6. Takie ciasto chodzi za mną od dawna, ale ciągle brak czasu. Pozdrawiam

  7. Świetny sposób na spędzenie wolnego czasu :) I tyle śniegu ;) Chciałabym żeby i u mnie tyle było…
    Jedzonko wygląda smakowicie. Zwłaszcza te zawijańce ;) No i ciasto też. Szpinak uwielbiam, a przepis na ciasto już mi podpowiedział wujek Google ;P

  8. Mam wielką ochotę na to ciasto:) Uwielbiam szpinak.

Pozostaw odpowiedź